with Brak komentarzy

 

Arboretum w Wojsławicach to moja ulubiona miejscówka na Dolnym Śląsku i mój numer jeden wśród polskich arboretów. No dobra, jeszcze wszystkich nie odwiedziłam, a jest ich podobno trzydzieści jeden, ale jak na razie wojsławickie arboretum stoi na podium. To miejsce nie tylko dla roślinnych świrusów, ale też dla ludzi, którzy chcą po prostu pozachwycać się kwiatami, pospacerować i odpocząć od wszystkiego w otoczeniu zieleni. To propozycja nie tylko na majowy weekend (w tym roku tydzień), ale na cały sezon, zarówno na kilkugodzinny spacer,  jak i na cały dzień – jeśli oczywiście sprzyja pogoda.

Różaneczniki w Arboreum w Wojslawicach

Można wpisać Wojsławice jako punkt programu w czasie wycieczki po Dolnym Śląsku albo zahaczyć przy okazji, jadąc z Wrocławia w stronę Kotliny Kłodzkiej. Można po prostu przyjechać tu specjalnie tylko po to, żeby odreagować, tak jak ja to robię. Możliwości odkrywania arboretum jest wiele i to o każdej porze roku, no może z wyjątkiem zimy, kiedy jest ono zamknięte dla zwiedzających.

A co tu robić? Spacerować, podziwiać unikatowe okazy roślinne, zrobić grilla lub rozpalić ognisko w przeznaczonym do tego wigwamie, albo po prostu poleżeć sobie w sadzie na kocyku. Zapewniam Was, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Nie musimy tylko beznamiętnie chodzić i czytać etykietki, chociaż ja tam lubię etykietki 😉 Tydzień temu odwiedziłam Wojsławice po raz czwarty i wcale mi się nie nudziło, wręcz przeciwnie. Łaziłam prawie 3 dni – z przerwami na drzemkę w sadzie.

Arboretum w Wojsławicach

A wszystko zaczęło się rok temu od kwitnienia rododendronów, kiedy po raz pierwszy pojechałam do Wojsławic. Niedługo potem „zaliczyłam” liliowce, jesienią połączyłam przyjemne z pożytecznym i wzięłam udział w warsztatach fotograficznych właśnie w tym miejscu. Widziałam więc trzy pory roku w wojsławickim arboretum.

Tydzień temu po raz pierwszy miałam okazję obejrzeć dwanaście hektarów kwitnącego czereśniowego sadu. Tak jak rok temu trafiłam w kulminację kwitnienia rododendronów, tak teraz wstrzeliłam w apogeum kwitnienia sadu.  Białe obłoki drzew na tle błękitu sprawiają wrażenie, że jest się w niebie. A  w sadzie mam swoją ulubiona ławeczkę z widokiem na Ślężę, tu najczęściej możecie mnie spotkać.

Arboretum w WojsławicachArboretum w Wojsławicach

Arboretum w Wojsławicach

Co to jest arboretum i czego tam szukać?

Arboretum to ogród dendrologiczny, czyli ogród z kolekcją drzew i krzewów. Prowadzi się tam też badania mi.in. nad aklimatyzacją roślin sprowadzanych z innych stref klimatycznych.  Wojsławickie arboretum nie jest jednak tylko sztywnym ogrodem z fiszkami. Mimo podziału na części, na ogród zabytkowy, sad, rabaty bylinowe, nie stwarza wrażenia czysto edukacyjnego i badawczego obiektu.

Na bazie parku, świetnie zaprojektowanego przez pierwszego właściciela, powstały nowe działy – harmonijnie wkomponowane w stare założenia albo bardziej nowoczesne, ale jednak zgrane ze starą częścią. Przede wszystkim wpisane w krajobraz i charakterystyczną dla tego miejsca pagórkowatą rzeźbę terenu.

Czysto, estetycznie i z dbałością o detale.

Moje pierwsze wrażenie?  Harmonia. Jakoś tak wszystko ze sobą fajnie gra i nie kłuje w oczy. Poza tym od razu zwróciłam uwagę na porządek, zadbane ścieżki, niuanse, liczne wycackane detale. Zwróćcie uwagę na szczegóły np. jak wykończone są ścieżki, na dekoracje wplątane w rabaty, na wiklinowe płotki lub kompozycje z kwiatów sezonowych posadzone to tu, to tam. Tak nieinwazyjnie, jakby były stałym założeniem.

Na przykład jedna z rabat różanecznikowych jest oddzielona od ścieżki borderem zbudowany z recyklingu, czyli wszystkiego, co wykopano z ziemi na rabacie podczas sadzenia i przesadzania. To oryginalne, nic nie kosztujące (oprócz pomysłu i pracy) małe dzieła sztuki, które tworzą w arboretum klimat.

A właśnie! Praca. Pielęgnacją terenu zajmuje się dwadzieścia kilka osób. Myślicie, że to duża ekipa? Jak na 62 hektary do obrobienia, gdzie codziennie jest masa roboty, to bardzo mało rąk. Dlatego tym bardziej podziwiam i szanuję pracę ogrodników i ludzi od „czarnej roboty”, którzy opiekują się żywym i nieożywionym dobytkiem. Dużo zdrowia i siły Wam życzę, Ogrodnicy!

Od ogrodu romantycznego do Arboretum, czyli losy w pigułce.

Nie będę Wam opisywać historii arboretum, bo wszystkie informacje znajdziecie na stronie internetowej obiektu. Przybliżę Wam tylko moment, który ma największy wpływ na dzisiejszą formę i kolekcję.

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami ziemie te należały do rycerza Wojsława, a dużo później do rodziny von Aulock, która zaczęła przekształcać las w ogród romantyczny. Największe jednak znaczenie dla obecnego kształtu arboretum miał Fritz von Oheimb, który od 1881 roku zaczął przekształcać zapuszczony teren, realizując swoje marzenie o własnym parku. To on właśnie zwariował na punkcie różaneczników i zaczął w parkowej dolinie namiętnie je sadzić.

Legenda głosi, że jego miłość do różaneczników zaczęła się podczas alpejskiej wędrówki, kiedy to zarośla różanecznika alpejskiego uratowały mu życie, gdy spadał z pionowej ściany. Fritz jest związany z tym miejscem do dziś. Został pochowany według swego życzenia w ogrodzie, w miejscu z widokiem na ukochane różaneczniki. Po wojnie teren ten miał kilku właścicieli, m.in. należał do pegieeru. Obecnie Arboretum jest filią wrocławskiego Ogrodu Botanicznego.

Arboretum w Wojsławicach jest pełne legend i ciekawostek historyczny, botanicznych, podróżniczych i geologicznych. Polecam zwiedzanie z audioprzewodnikiem, którego można bezpłatnie wypożyczyć w kasie. To ogromna dawka wiedzy na temat tego miejsca. A przede wszystkim polecam spacer z żywym przewodnikiem, żadnemu audio nie zadasz tylu pytań i nie uzyskasz na nie odpowiedzi.

Serce Arboretum

Przy wejściu do arboretum, tuż po minięciu dawnego folwarku wita nas czerwonolistny buk pospolity. Ten ponad dwustuletni okaz pamięta jeszcze czasy założyciela ogrodu. Uznawany jest za serce arboretum, bo od pojawienia się pierwszych liści bije czerwienią i purpurą. To moje ulubione drzewo tutaj i myślę, że nie tylko moje. Nie da się przejść obok niego bez otwarcia gęby z zachwytu.

Dolne, prawie poziome konary rozchodzą się majestatycznie po dolince jak otwarte i gotowe do objęcia ramiona. Pięknie wkomponowany w dolinę różaneczników, okazały, nie wciśnięty pomiędzy inne drzewa, tylko wyeksponowany z szacunkiem. Ma dużo miejsca i piękny pokrój. A od wiosny przez młode listki przebija słoneczne światło, tworząc rudą poświatę. Drzewo doskonałe! Oby żyło jak najdłużej w dobrym zdrowiu!

Co ciekawego można zobaczyć w Wojsławicach?

Mam ochotę napisać, że wszystko! Ale rozumiem, że skoro to czytacie, to pewnie nie byliście tam jeszcze, więc zachęcę Was w szczegółach 🙂

Arboretum w Wojsławicach znane jest głównie z rododendronów i liliowców, ale też z mniej nagłośnionych bukszpanów. Zgromadzone są tu trzy Narodowe Kolekcje tych roślin.  Co to jest w ogóle Narodowa Kolekcja i czemu to wszystko tak poważnie brzmi? Trzeba się mocno postarać, żeby uzyskać certyfikat kolekcji narodowej. To obwarowana wymaganiami, długotrwała i droga impreza. Kolekcja narodowa musi być udokumentowana, wzorcowo oznaczona i zweryfikowana przez specjalistów.

Kolekcja narodowa Historycznych Odmian Różaneczników Rasy Łużyckiej – jedyna i największa w Polsce.  Brzmi pompatycznie? To po prostu odmiany różaneczników wyhodowanych na przełomie ubiegłego wieku przez hodowców z rodziny Seidla i ogłoszone jako rasa łużycka. Niektóre z nich maja więc ponad sto lat, a wśród nich jest odmiana z 1906 roku, którą hodowca nazwał ’Von Oheimb Woislowitz’ na cześć założyciela Arboretum.

Co takiego niezwykłego w tych łużyckich różanecznikach? Są niezwykle dekoracyjne, maja ogromne kwiatostany o wyrazistych kolorach, dożywają długiego wieku, są bardzo odporne na niskie temperatury, dlatego w doskonałym zdrowiu mogą rosnąć w Polce.

Kolekcja Narodowa Liliowców  – największa w Polsce i jedna z największych w Europie. Jest po prostu gigantyczna! Liliowcami obsadzone są głównie trzy aleje prowadzące do sadu – szerokie rabaty na zboczach góry, ale także wiele innych miejsc. Liliowce są prawie wszędzie, ja ich osobiście nie ogarniam, ale wierzę, że ludzie arboretum są w stanie zlokalizować każdą z odmian, przynajmniej na podstawie dokumentacji, bo głowa ludzka tego nie obejmuje 😉

Chociaż pojedynczy kwiat liliowca żyje jeden dzień, to w Wojsławicach kwitnienie liliowców trwa długo, ponieważ zgromadzono w kolekcji mnóstwo odmian, różniących się nie tylko wyglądem kwiatów, zapachem, historią, ale także okresem kwitnienia.

Kolekcja Narodowa Bukszpanów – przyznam, że chociaż lubię bukszpany i jak się dobrze przyjrzę, to widzę czasem różnicę między krzewami, ale zwykle wszystkie bukszpany wyglądają dla mnie na pierwszy rzut tak samo. A okazuje się, że w Wojsławicach są aż 144 taksony. Ciekawa jest niedawno obsadzona rabata bukszpanowa, na której w dwóch rzędach będą prezentowane te same odmiany – pierwszy rząd jako formowane, drugi rząd bez cięcia, czyli naturalny pokrój i wzrost.

Niestety zagrożeniem dla kolekcji bukszpanów jest ostatnio plaga Cydalima perspectalis – motyla, którego larwy pożerają całe bukszpany i na razie są bezkarne. Oby ta ćma nie doleciała do Wojsławic tfu, tfu.  Pomyślcie, co może stać się z takimi bogatymi kolekcjami w razie plag i choróbska?

Sad historycznych odmian czereśni

Wojsławicki sad jest stosunkowo młody, założony 11 lat temu na na północno – zachodnim zboczu Ostrej Góry. Posadzono wtedy stare odmiany czereśni, których zrazy zbierano na Dolnym Śląsku. Ideą założenia sadu było stworzenie banku genów starych odmian czereśni. Sad rozchodzi się promieniście po zboczu góry, a kwatery czereśniowe rozdzielone są alejami m.in z wiśni piłkowanej ‚Royal Burgundy’. W czasie kwitnienia białe obłoki czereśni przecinają purpurowe aleje drzew. Sad prowadzony jest bez stosowania środków ochrony roślin i całkiem dobrze sobie radzi. Sprzymierzeńcami są mu ptaki i owady.

Leżałam sobie na ławeczce pod czereśnią i doszłam do smutnego wniosku. Bardzo mało mamy pszczół. Taki wielki sad powinien aż trząść się od latających pszczół i brzęczeć z daleka, a tu dosłownie kilka pszczółek, mimo sąsiedztwa uli. Tak, to nie puste słowa. Pszczół jest coraz mniej.

W sadzie można zrobić sobie piknik, poleżeć na kocyku na trawie. Z wyjątkiem rabat i łąki kwietnej można szwendać się po całym sadzie i korzystać do woli. Warto przyjechać tutaj w porze owocowania. Sad jest udostępniony dla zwiedzających łącznie z czereśniami. Można najeść się do woli! Degustacja czereśni w takich okolicznościach przyrody? W tym czasie jeszcze nie byłam – kolejny pretekst do odwiedzenia arbo!

Ze szczytu czereśniowego wzgórza rozciąga się panorama na Przedgórze Sudeckie, Ślężę, Góry Sowie, a przy dobrych wiatrach podobno na Karkonosze. Kwiecień to chyba ostatni dzwonek na obejrzenie zachodu słońca z tego miejsca w godzinach otwarcia arboretum. Dosłownie kilka minut przed dwudziestą mogłam przez moment podziwiać zachód słońca. Potem pędem leciałam do wyjścia, ponieważ po arboretum można spacerować tylko do dwudziestej. Sad jest dosyć daleko od wejścia, ale z górki to i na pazurki.

Arboretum w Wojsławicach

Arboretum w Wojsławicach

Co oprócz rododendronów i liliowców?

Arboretum w Wojsławicach to nie tylko trzy kolekcje narodowe i sad. To również stawy, hortensje, piwonie, najstarsza kolekcja klonów palmowych na Dolnym Śląsku, unikatowe drzewa pomnikowe, magnolie, lilaki, rabaty bylinowe, trawy, paprocie, hosty, a także nowe nasadzenia i kolekcje, m.in kolekcja kasztanowców i miłorzębów, do której jeszcze nie zdążyłam dotrzeć przez 3 dni zwiedzania.

Dla pasjonatów kamieni i skał ciekawym zakamarkiem będzie nowo utworzone Georetum. Mnie osobiście nie podniecają kamieniołomy, może jeszcze do nich nie dorosłam, nie rozumiem ich i nie czuję. Przeleciałam więc po georetum pobieżnie i wiem tylko tyle, że zgromadzone są tam w większości skały i minerały z Przedgórza Sudeckiego.

W planach jest otwarcie w 2020 roku Polskiego Ogrodu Milenijnego, w którym będą rosły polskie odmiany roślin ozdobnych i sadowniczych otrzymane przez polskich hodowców oraz rośliny ginące, zagrożone i chronione. Już widać początki pracy nad tym ogrodem.

Imprezy w wojsławickim arboretum

W arboretum dzieję się dużo, pomijam to, że w samym ogrodzie każdy dzień jest niepowtarzalny, to oprócz tego, żeby nikomu się nie nudziło – organizowane są przez cały rok imprezy tematyczne. Począwszy od otwarcia w kwietniu aż do października. Wystawy, kiermasze roślin, warsztaty fotograficzne, spacery z przewodnikiem, święta kwiatów, wykłady, koncerty.

Jeśli uda Wam się wybrać do Wojsławic jeszcze w pierwszym tygodniu maja, to macie okazję załapać się na codzienne spacery z przewodnikiem. Sprawdźcie aktualne info na stronie arboretum, bo warto się przy okazji dowiedzieć czegoś ciekawego. Spacery są tematyczne, nie jest to zwykłe oprowadzanie po ogrodzie utartymi ścieżkami.

Największe imprezy w arboretum to oczywiście majowa RODOmania  i lipcowa HEMEROmania, które towarzyszą kwitnieniu rododendronów i liliowców. Wtedy zjeżdżają się fani, kolekcjonerzy i entuzjaści tych roślin. Jeśli chcecie uniknąć w tłumów w czasie apogeum kwitnienia poszczególnych roślin, to omińcie weekend, kiedy jest tam naprawdę tłoczno. Poniedziałkowy poranek będzie wtedy idealny! Ale w sumie bez tłumów nie ma fety i świętowania!  

Arboretum w Wojsławicach to nie tylko rododendrony i liliowce, ale też święto piwonii, kwitnienie hortensji, wrześniowy jesienny Festiwal traw i kwiatów, a na zakończenie sezonu – Festiwal Kapusty.  W tym roku w czerwcu ciekawym wydarzeniem będzie Międzynarodowy Festiwal Bonsai, więc jeśli kogoś ten temat interesuje, to polecam, bo w planach są też pokazy i warsztaty z formowania bonsai.

Niektórzy lubią zorganizowane spacery, a niektórzy- tak jak ja i koty, lubią chodzić swoimi drogami. Polecam w takim wypadku spacer z audioprzewodnikiem, który można wypożyczyć w kasie. Do tego można zakupić mapkę z dwoma sugerowanymi trasami spacerowymi – krótką (1-2 godz.) i długą (3-4 godz.). Korzystając z  audioprzewodnika można też chodzić swoimi drogami, wbijając przy każdym ciekawym okazie numer podany na tablicy informacyjnej, Wtedy lektor opowie nam o konkretnym miejscu, drzewie, itp.

Jak dostać się do arboretum?

Wojsławice leżą 50 km na południe od Wrocławia. Najwygodniej dojechać tam autem. Do Niemczy drogą krajową nr 8, a z Niemczy podjechać pod górkę ok. 1km do Wojsławic. W Niemczy są znaki, które pokierują Was do arboretum. Przy arboretum jest parking, więc nawet w czasie dużych imprez bez problemu zaparkujecie. Proste!

Większy problem będą mieli niezmotoryzowani goście, bo niestety do samego arboretum nie da się dojechać żadnym środkiem komunikacji publicznej. Ale nie martwcie się. Wojsławice leżą 20 minut spacerkiem od Niemczy, a do Niemczy kursują dosyć często busy z Wrocławia (kierunek Ząbkowice Ślaskie, Kudowa). Jedziemy więc busem do Niemczy, a dalej idziemy na piechotę do arboretum.

Zostaje jeszcze rower, bo okolice są atrakcyjne dla rowerzystów, jednak po arboretum na rowerze nie pojeździcie, trzeba go będzie zostawić na stojaku przy kasie.

A! I bardzo ważne info! Nałóżcie wygodne buty, szpilki i klapki zostawcie w domu. Większość ścieżek ma charakter naturalny, mimo dobrego utrzymania nie wyobrażam sobie jednak biegać tam w obcasach przez kilka godzin. No i nie jest to równina, górki jednak są bardziej wymagające co do obuwia, poza tym bywa ślisko. Dla waszego komfortu zrezygnujcie z obuwia galowego.

Nocleg w okolicach arboretum. Znalazłam niszę!

No dobra, muszę napisać o jednym minusie, ale w sumie nie jest to minus dotyczący samego arboretum, tylko bazy noclegowej w okolicy.  W samych Wojsławicach nie znajdziecie nic oprócz arboretum i okolicznych pól. Dwa najbliższe noclegi są w Niemczy, ale nie należą do najtańszych. To niestety jedyna opcja dla piechurów, którzy chcą pobyć w arboretum dłużej niż jeden dzień. Podróżując autem możliwości jest więcej np. nocleg w Dzierżoniowie, Ząbkowicach Śląskich lub agroturystyka w promieniu 20 km.

Ja do tej pory nocowałam w hotelu oddalonym 3 km od arboretum i zwykle robiłam sobie codziennie takie długie spacerki tam i z powrotem, czasem z ciężkim plecakiem 😉 Ale ja lubię chodzić, więc to żaden problem.Trzeba więc wybudować w okolicach arboretum pensjonat dla gości, którzy przyjeżdżają tu na więcej niż jeden dzień. Inwestorzy – znalazłam niszę! Proszę bardzo, podziękujecie zniżką na nocleg 😉

Sentymentalne zakończenie

Są takie miejsca, do których chętnie powracam i nawet, jeśli jestem tam już któryś raz, to i tak odkryję coś nowego. Miejsca, które mnie nie nudzą, kojarzą mi się tylko dobrze i od pierwszej wizyty wiem, że to będzie moja miejscówka nie tylko na jeden raz.

Mam kilka takich miejsc, zarówno tych na wyciągniecie ręki, jak i oddalonych o setki kilometrów, miejsc na wypadek, na zły humor, na szczęśliwe chwile i na złapanie oddechu, na znalezienie inspiracji, wyżycie się fotograficzne i na wymęczenie wędrówką nóg. Jednym z takich miejsc jest  Arboretum w Wojsławicach, które pokochałam od pierwszego wejrzenia. To po prostu miejsce, w którym czuje się bardzo dobrze.

No dobra – pomarudzę, żeby nie było zbyt idealnie 😉 Brakuje mi w sadzie hamaków do pełni szczęścia, ale i tak gorąco polecam!