with 2 komentarze

Trend miejskiej dżungli podbija świat. Jak powstał i o co w nim chodzi, dowiesz się z wpisu Urban Jungle – zrób sobie prywatną dżunglę! Stwierdziłeś, że urban jungle to tylko chwilowa moda i nie warto tracić czasu na jakieś przejściowe chabazie? Ale ja będę uparta i będą namawiać Cię do zamieszkania przynajmniej z jedną ukochaną roślinką. Nie chcę traktować urban jungle jak mody, która prędzej czy później minie, tak jak minęło wenge plus beż. Chcę Cię zainteresować roślinami, zarazić pasją i pokazać jak pozytywne i ponadczasowe są zielone wnętrza oraz obalić mit płytkich trendów.

Jak stworzyć urban jungle? Po pierwsze – nie bój się!

Zanim definitywnie skreślisz miejską dżunglę, bo to nie dla ciebie, bo za dużo roślin, bo koty, bo psy, to pomyśl o tym, jak wspaniale jest przebywać wśród zieleni. Wiele osób chce mieć rośliny w swoich domach, ale rezygnują z nich ze strachu przed kolejną porażką. Przykleili sobie etykietkę „nie mam ręki do kwiatów” i pogodzili się z nią. Nie bój się! Potraktuj to jako dobrą zabawę, zdobywanie doświadczenia, obserwację świata roślin, eksperymentowanie i osiąganie kolejnych leveli w dziedzinie miejskiego ogrodnictwa.

Zacznij od roślin i wybierz te najmniej wymagające.

Nie bój się roślin i zacznij tworzyć urban jungle od tych najłatwiejszych w obsłudze. Lada moment zrobię dla Ciebie ściągawkę z roślinami, które najlepiej kupić (albo dostać) na początek. Taki żelazny zestaw stworzysz na pewno z kaktusów i sukulentów. Kaktusy kojarzą ci się tylko z pustynią? To pewnie nie wiesz, że istnieją również te rosnące w tropikalnych lasach deszczowych np. ripsalis. Zresztą pojęcie miejska dżungla jest umowne, nie musisz mieć w domu roślin, które kojarzą się tylko z dżunglą. Kaktusy są jak najbardziej pożądane, zwłaszcza jeśli jesteś zapominalskim ogrodnikiem.

Wybierz roślinę łatwą w uprawie, ale też taką która się Tobie podoba i pasuje do Twojego stylu.  Priorytetem są jednak warunki, jakie panują w docelowym pomieszczeniu, a przede wszystkim oświetlenie i temperatura. Po zakupie nie wyrzucaj fiszki z nazwą rośliny. Przyda się, gdy zapomnisz jak się nazywa i zechcesz wygooglać informacje o niej.

Nie płacz, kiedy nowa zielona współlokatorka zwiędnie albo zaatakują ją szkodniki. To nie musi być twoja wina. Niektóre rośliny są chore w momencie zakupu, a prawie każda potrzebuje aklimatyzacji w nowym pomieszczeniu. Niestety bywa, że wykańcza ich Twoja nadgorliwa opieka i przelanie wodą. Nie przejmuj się, jeśli mimo Twoich starań roślina padnie. Szkoda każdej roślinki, ale wyciągnij wnioski i naucz się reagować. Wszyscy co jakiś czas zaliczamy porażki. Mimo, że na zdjęciach widzisz piękne i zdrowe okazy, to uwierz, że każdy ogrodnik urban jungle ma też roślinny szpital i sanatorium.

Zawsze zapominam o podlewaniu! Czy urban jungle jest dla mnie?

Wiem, że najbardziej przeraża Cię wizja biegania wokół roślin i ich pielęgnacja. Mówisz: przecież obrobienie tych 50 doniczek zajmie mi cały tydzień! Zadajesz sobie więc pytanie: czy to w ogóle jest dla mnie? A co z wyjazdami? Przecież nie będę siedzieć wiecznie w domu, bo mam dżunglę! Nie ma co ukrywać – rośliny będą potrzebowac twojej opieki. Nie będę Cię ściemniać, że postawisz je na regale jako ozdóbkę i same będą pięknie rosły. Dlatego wybierz te najmniej problematyczne!

Jeśli dużo podróżujesz nie wybieraj roślin czasochłonnych i humorzastych. Postaw na kaktusy i sukulenty. Jest kilka naprawdę mocarnych roślin, które znoszą hardkorowe warunki. Jeśli sprawdzisz się w roli ich opiekuna, to podnieś sobie poprzeczkę i uprawiaj coś wrażliwszego. To ma być twoja dżungla, na twoją miarę i na twoich zasadach. Dopasuj ją do swojego trybu życia i upodobań. Nie musisz mieć aż 50 doniczek, zrób sobie zieloną półeczkę z pięcioma kaktusami, dodaj stylowy gadżet i gotowe!

Poza tym dostępnych jest wiele wspomagaczy w podlewaniu: automatyczne konewki, nawaniacze, sprzęt sterowany za pomocą aplikacji, no a przede wszystkim warto zaprzyjaźnić się z sąsiadką.

urban jungle półka

miejska dżungla minimalistycznie

Ile czasu trzeba poświęcić na opiekę nad roślinami?

Rośliny w domu, podobnie jak rybki, pies, czy chomik potrzebują Ciebie i Twojego czasu. Ile czasu będziesz musiał im poświęcić? To zależy od ilości roślin, ich indywidualnych potrzeb i wielu czynników, które wpływają na ich życie. Te najmniej wymagające zabiorą Ci go mało, te które potrzebują specjalnego traktowania – stosunkowo więcej. W zależności od pory roku, wahań temperatury i światła, ewentualnych chorób i wielu czynników zmienia się rytm pielęgnacji. Pocieszę Cię, że po jakimś czasie stanie się ona rutyną i pójdzie sprawniej. Przykładowo: zimą swoje kaktusy podlewam skąpo raz w miesiącu albo rzadziej, natomiast paprocie mniej więcej co 3 dni i dodatkowo je zraszam. Jeśli masz więc mało czasu – wybierz kaktusy.

Zaplanuj sobie i zaznacz w kalendarzu Dzień Opieki nad Roślinami albo zastosuj metodę małych kroczków i bierz codziennie jedną lub dwie rośliny do przeglądu. Jeśli boisz się, że zapomnisz – ustaw sobie alarm w telefonie. Fajnie byłoby, gdyby obserwacja roślin stała się Twoją codziennością i stylem życia, bo o to w tym wszystkim chodzi.

zielona bombonierka urban jungle

Topowe rośliny urban jungle

Wraz z pojawieniem się trendu urban jungle zostało odkurzonych i wyniesionych na piedestał kilka zapomnianych roślin – wspomnień ze szkolnych korytarzy i peerelowskich mieszkań, ale też tych owianych sławą oczyszczania powietrze. Wielkim powodzeniem cieszą się różne odmiany variegata oraz te upstrzone, kolorowe i wzorzyste. Pominę nazewnictwo łacińskie, żeby Was nie zniechęcić trudnymi słowami. Większość z tych roślin nadaje się dla początkujących ogrodników.

Top roślin urban jungle:

Monstery (dziurawa, Adansona, perforowana), sukulenty (kaktusy, grubosze, eszewerie, aloesy, gasteria, ripsalis),  pilea peperomiowata tzw. pieniążek,  fikusy (sprężysty i lirolistny), filodendrony, sansewierie, szczawik trójkątny, zielistki, trzykrotki, begonie, paprocie, kalatee, oplątwy, peperomie, zroślichy, skrzydłokwiaty, scindapsusy i ceropegia Wooda.

miejska dżungla

 #MonsteraMonday

Monstera deliciosa to prawdziwa królowa miejskiej dżungli. Jeśli chcesz błyskawicznie osiągnąć efekt urban jungle w pomieszczeniu – umieść tam monsterę. Jej wielkie podziurawione liście i wszędobylskie korzenie powietrzne zagwarantują ci to najszybciej. Monstera przeżywa obecnie swój renesans, w dodatku jest najbardziej instafriendly spośród wszystkich roślin miejskiej dżungli. Dlatego każdy instagramowy tydzień rozpoczyna się  #monsteramonday czyli monsterowym poniedziałkiem.

Monstera opanowała wszystko – wnętrza, internet, design, odzież i nasze serca. Szczytem marzeń w dżunglowej kolekcji jest Monstera deliciosa variegata, której liście mają białe przebarwienia, a raczej odbarwienia. Niektóre z nich potrafią być całkowicie białe! Niestety jest ona nadal trudna do zdobycia w naszym kraju, a jej sadzonki są dosyć drogie. Dwa nieukorzenione liście zaczynają się od 120 zł, więc na razie sobie poczekam 😉 Zadowolę się swoją małą monsterką za 6zł, która już i tak nieźle przyrosła jak na takiego mikrusa. Pewnie minie trend urban jungle zanim urośnie, ale kto by się tym przejmował? Najfajniejsze jest przecież obserwowanie jej.

Ty również możesz zacząć tydzień z monsterą! Na początek przeczytaj o niej kilka ciekawostek  #MonsteraMonday: zacznij tydzień z monsterą, a potem (jeśli jej jeszcze nie masz) – biegnij do ogrodniczego! Najlepiej w poniedziałek! I nie zapomnij wrzucić na Instagram zdjęcia ze swoją nową współlokatorką. Hasztag już znasz 😉

Moda na #retro #makramy #kwietniki #doniczki

Miejska dżungla to przede wszystkim rośliny, ale także akcesoria, gadżety i dodatki. Wiadomo, że pomieszczenie się kurczy, kiedy przybywa roślin. Musisz się z tym liczyć. Mieszkanie nie jest z gumy, a doniczki trzeba gdzieś ustawić, zwłaszcza, że jakimś cudem stale się mnożą. Oprócz tego, że rośliny przylepiają się do ciebie w sklepach, to jeszcze zaczynasz je sam rozmnażać. Mieszkańcy miejskiej dżungli maja na to sposoby, nie martw się. Półeczki, makramy, podwieszane kwietniki, tu drabinka, tam szuflada. Pusta torba po zakupach? Filiżanka? No problem. Nawet nie wyobrażasz sobie, gdzie można upchać rośliny!

Wraz z roślinami wróciła moda na retro, a w naszym kraju na pamiątki i design z czasów PRL-u. W urban jungle świetnie się odnajdzie peerelowski stoliczek-kwietniczek, jak również ikeowski Lack. Miejska dżungla jest pełna doniczek z odzysku zestawionych z doniczkami pachnącymi nowością prosto ze sklepu. Mnie zauroczyły osłonki typu Fat lava z ceramiki produkowanej w latach ’70. Jak to jest, że to, czego pozbywałam się ze wstrętem na przełomie stulecia (omg, jak to zabrzmiało!), teraz znów mi się podoba? Na czasie są też miedziane konewki.

Jeśli jesteś w moim wieku i miałeś w szkole ZetPeTe, to teraz masz świetna okazję, by przypomnieć sobie jak się plotło makramę ze sznurka od snopowiązałki, ponieważ kwietniki makramowe również mają swój wielki comeback. Tak, wszystko już było, ale zauważ, że zawsze powroty są w nieco zmienionej formie. Dzisiaj nie rób już makramy ze sznurka sizalowego, bo masz wiele innych pięknych, kolorowych materiałów i sznurków do wyboru.

makrama urban jungle

makrama urban jungle

Czy w #urbanjungle liczy się ilość?

Wbrew powszechnej opinii, że miejska dżungla to mieszkanie zawalone roślinami, wcale nie musi tak być. O co więc chodzi? Urban jungle to idea zwrócenia uwagi na obecność żywej zieleni, na istnienie roślin i na chęć życia z nimi. Nie liczy się tu ilość i wielkość, pokaźne kolekcje, ale sama idea miejskiego ogrodnictwa. Nie wszyscy mają chociażby maleńki ogródek, ale każdy może mieć zielony kąt w obrębie czterech ścian. No chyba, że jesteś bezdomny, to możesz zrobić sobie dżunglę w swoim samochodzie 😉 .

Dla mnie urban jungle to świetny pomysł na zaszczepienie pasji ogrodnictwa i roślinomanii. To nie tylko monstery, ale też ziółka na kuchennym parapecie, pomidorki na balkonie i co tylko sobie zielonego wymarzycie – na miarę Waszych możliwości. Roślina nie musi być tylko eksponatem, może mieć wartość sentymentalną, poprawiać Ci humor, towarzyszyć w odpoczynku albo uczyć systematyczności.