with 9 komentarzy

Zwykle polecam ciekawe miejsca, w których byłam, ale teraz jestem w rozterce. Bo niby ciekawe to miejsce jest (pod jakimś?! względem). Jestem przekonana, że wielu osobom się tam spodoba, ba! – będą piały z zachwytu, ale ja mam z nim problem. Czy zachwalać, czy polecać? Czy pozostawić tylko ślad TU BYŁAM, wyryty w korze mojego mózgu?

Minieuroland

Odpoczywając w Kotlinie Kłodzkiej koniecznie trzeba wstąpić choć na chwilę do Kłodzka. Twierdza i lody to fajny pomysł na spacer. Ale coś mi się też skojarzyło, że jak Kłodzko, to i nowy obiekt turystyczny, rozreklamowany na pół Polski. W pamięci wzrokowej mam wielkie banery, że festiwal kwiatów i szalona impreza przez całe lato, że park miniatur i atrakcja na cały Dolny Śląsk. I jeszcze przypomina mi się reklama z Targów Gardenia, że miejsce wyjątkowe pod względem zieleni, że tyle zainwestowali w założenie i wycackanie tego obiektu. To nawet nie tylko park miniatur, ale też arboretum! Myślę sobie, trzeba jechać i zobaczyć. Czego by nie mówić, to reklamę mają znakomitą. Słychać o nich nawet w Wielkopolsce, a na północ od Wrocławia ma się poczucie, że wszystkie drogi prowadzą tylko tam – do MINIEUROLANDU. Brawo dla działu marketingu!

Minieuroland

Na wstępie zaznaczę, że nie jestem fanką miniatur architektury i makiet obiektów historycznych. Do parku przyciągnęła mnie reklama i ciekawość! Tak, dałam się uwieść. Chociaż sam pomysł miniaturyzacji jest mi bliski, bo wdrażam go w swoim ogródku. Pomniejszam wszystko w celu pomieszczenia 😉 W sumie, jak się przyjrzymy, to otacza nas wiele miniatur. Przykładowo – taka w pelerynce lub miniaturowe domki dla lalek i ruchome szopki (korzystając z okazji polecę książkę Jessie Burton – „Miniaturzystka”).

Myślę sobie – wpadnę, zrobię kilka fotek, może shejtuję, może pochwalę. Tak przy okazji lodów w Kłodzku – wskoczę. Co mi zależy? Słyszałam wcześniej, że do budowy i aranżacji użyto dużo kamienia, więc pewnie fajnie wpisuje się w krajobraz (nie przepadam za nadmiarem kamienia w ogrodzie, ale jednak to okolice gór). I nie zawiodłam się. Wita nas przytłaczająco ciężki klocek, cały w gabionach. Takim budynkom mówię zdecydowanie: NIE! Boję się. Zwłaszcza, że przed fasadą budynku wyrasta „zielona” wyspa ze sztucznej trawy (z wrażenia nie zrobiłam zdjęcia!), podkreślająca prestiż obiektu.

Witamy!

minieuroland

minieuroland

Gabiony toleruję jedynie jako zabezpieczenie skarp przed osuwaniem, bądź umocnieniem brzegów cieków wodnych i to najlepiej w naturze. Idealne w roli wzmocnienia stromych skalistych zboczy przy jezdniach, ale żeby aż tak szaleć na budynku? No i jest kolorowy Festiwal Kwiatów! Aż żałuję, że nie wskoczyłam w strój karnawałowy, żeby wkręcić się w wir szaleństwa. Wchodzę i nie wiem, gdzie mam zawiesić wzrok.  O co tu chodzi? Na szczęście wytyczono ścieżki, żeby nie pogubić się i bezpiecznie podążać meandrami architektury.

Chociaż zadbałam o wczesną porę odwiedzin, aby mieć kilka zdjęć bez tłumów, to pojawił się inny problem. Jak ja to sfotografuję? Przecież będę miała sam jarmark na zdjęciach, żadnych mocnych punktów, żadnych opowieści. Tu wszystko jest mocne i mówi jednocześnie. Mąż mnie pociesza, usprawiedliwiając obiekt: park miniatur – to musi być jarmark! Przestawiam więc myślenie i staję się jarmarczną babą.

Miniatury i dywany kwiatowe

Mamy tu miniatury lokalnych zabytków, architekturę Dolnego Śląska, są też zagraniczne i światowe budowle. Wszystko z rozmachem i fantazyjnie udekorowane pięćdziesięcioma tysiącami sadzonek kwiatów jednorocznych. Obłęd i oczopląs. Strzyżone iglaki i duuuużo kamienia imitującego rzeczki i cokolwiek. Festiwal pelargonii, surfinii, begonii i niecierpków Sun Patiens. Żeby było jasne – nie mam nic do tych roślin, zwłaszcza do niecierpków SP, które znakomicie sprawdzają się na słońcu. Jednak w takiej ilości wzorów i kolorów nie nadążam za muzyką. Co ja smutna baba chcę? Jak Festiwal to Festiwal! Chyba się nie nadaję na imprezy…

minieuroland
Twierdza Kłodzko
minieuroland
Bazylika w Wambierzycach ( byłam w prawdziwej dzień wcześniej :))
Skup złomu

Lubię w ogrodach szukać osi widokowych. I chociaż tutaj ciężko przebić się przez fale kwiatowe, to staram się i coś znajduję. Uwierzcie, dużym wysiłkiem jest zrobić tu ładne i czytelne zdjęcie, bo wszystkiego jest po prostu za dużo. Zastanawiam się, co jest ważniejsze? Miniatury czy ogród? Niby ogród powinien być tłem dla tych misternie zbudowanych pałaców i kościołów, a już idealnie byłoby także zminiaturyzować realne otoczenie budynków, chociażby tych z ogrodami. A może ja nie mam wyobraźni? Przy Ratuszu Kłodzkim poddaję się i przestaję się nad tym zastanawiać. Oddaję się falom kwiatów jednorocznych 😉

Minieuroland
Ratusz Kłodzko

Ale żeby nie było, że się czepiam, a się nie znam! Poniższe obie altany (na wodzie i kwiatowa z zielonymi ścianami) mogą być inspirujące. Zaskoczyło mnie też to, że z wielkim zainteresowaniem przyglądałam się miniaturom, które przecież mnie nie fascynują. Wyłuskiwałam z tego kłębka stylistycznego pojedyncze elementy i dopiero wtedy mogłam się skupić na konkretnych budowlach. I wiecie co? Podziwiałam pracę ludzi, którzy zajmują się wykonywaniem modeli. Widać precyzję i dbałość o szczegóły. To naprawdę ładne miniatury! Szkoda, że przytłoczone ogromem bodźców kolorystycznych, różnorodnością materiałów i rozgardiaszem stylistycznym.  Chociaż ten park pod względem aranżacji zieleni całkowicie nie idzie w parze z moim gustem i poczuciem piękna, to sprawiedliwie muszę przyznać, że rośliny były w świetnej formie (przynajmniej te jednoroczne). Widać, że pracuje nad tym sztab ludzi, a ja robotę doceniam i szanuję, zwłaszcza w lecie i w upalne dni. Brawo więc dla ogrodników za wymuskane rabatki i tętniące życiem kwiatowe kosze. Jestem zawsze po waszej stronie, pamiętajcie!

Bindaż – Śliwa wiśniowa

 

Kościół Św. Anny w Zieleńcu
Ratusz Wrocław
Zamek Książ

Przesyt

Czy brak spójności stylistycznej rodzi tu nowy styl? Jeśli tak, to dla mnie na trzeźwo jest on nie do ogarnięcia. Nie lubię nachalnie i wielowątkowo. Denerwuję się w takim otoczeniu. Czy jeden chodnik musi być zrobiony z kilku rodzajów kostek i wzorów godnych indyjskiego dywanu? Może, ale niekoniecznie w miejscu, gdzie nagromadzono już tyle drobiazgów, że oko nie rejestruje konkretu. Czy użycie rożnych kamieni w tak dużej ilości świadczy o randze tego miejsca? Wiem, że może się to podobać, ale do mnie nie przemawia. Za dużo wszystkiego. Chociaż nie. W niektórych miejscach aż się prosiło o łabędzia z opon dla dopełnienia kompozycji.

wylało się z dzbana na dworzec
a tu już się wylało na całego
Pozdrowienia dla Tolka
Rondko z mostkami nad rzeczką opodal krzaczka
Minieuroland
przy granicy Włoch z Francją na straży stoi Florovit i Staropolanka

Na końcu parku znajduje sie plac zabaw dla najmłodszych, a obok kawiarenka dla rodziców (stylizowana na Moulin Rouge)

Zmieniam obiektyw, aby wyłapać więcej szczegółów i wyodrębnić to, co potrzebne mi do opowieści o miniaturach. Przy okazji się uspokajam, bo detale wciągają mnie na dobre, a wzrok nie leci szaleńczo w różne strony. Sami zobaczcie, jakie fajne minihistorie się tu dzieją. Mały świat w parku miniatur. Ograniczyłam się tylko do kilku zdjęć, ale z tej perspektywy widać o wiele więcej. Chłopaki tłuką się w budynku przeznaczonym do rozbiórki, inni degustują wino pod płotem w pobliżu złomowiska.  W tym samym czasie na na dworzec w Kłodzku wjeżdża nowa dostawa fiacików piećsetek.  We Wrocławiu mosty dzisiaj dziwnie puste, a 400km dalej bogini zwycięstwa nieugięcie kieruje kwadrygę do miasta.

Minieuroland to może być fajna atrakcja, w szczególności dla dzieciaków, dlatego was nie zniechęcam. Jeśli lubicie takie klimaty, to proszę bardzo – odwiedźcie ten park, a potem dajcie mi znać w komentarzu jak Wam się podobało. Sami zdecydujcie, czy warto. Ja zmykam do realnego Kłodzka na lody i spacer po Twierdzy. Biorę ze sobą fotkę miniaturowych kamienic, żeby porównać z tymi prawdziwymi. Kłodzko w rozmiarze XXL ma lepszy klimat – polecam zdecydowanie prawdziwe miasto! Festiwal miniatur to impreza nie dla mnie, za dużo się tam wylewa z dzbana.

Kłodzko – Ratusz i kamienice
Klodzko
Kłodzko – Ratusz
Kłodzko – Rynek
Most św. Jana – Kłodzko

 

 

P.S. Nie podpisałam celowo kilku miniatur, żeby nie psuć wam zabawy w zgadywanie.

  • Takie połączenie odpustu z jarmarkiem. Widać nastała w Polsce moda na parki, tylko z planowaniem przestrzennym gorzej. Trochę taka wanna z kolumnadą 🙂
    Byłem niedawno w Muszynie. Tam przy kościele powstał park zwany Ogrody Biblijne. Oczopląs gwarantowany. Natomiast w tej samej miejscowości, nieco dalej znajdują się Ogrody Sensoryczne – i to jest raj dla duszy oraz oczu. Czyli są miejsca, gdzie można coś z gustem i poczuciem smaku zaprojektować…

  • Szok, dla mnie to ohyda. Na pewno nie odwiedzę tego miejsca. W okolicy jest tyle atrakcji. No, zbliżenia miniatur fajne. Natomiast „zieleń” to jakaś pomyłka.
    Chyba pierwszy raz napisałam taki negatywny komentarz…

  • Globfoterka

    Jestem zwolenniczką klasycznych, minimalistycznych rozwiązań i nie lubię jak wszystko krzyczy „patrz na mnie!”. Czuję się wtedy osaczona…

  • EwaG

    To jest fascynujące! Begonie pokonały architekturę. Zieleń górą. (Dla pewności dodam 😉 ). Co do gabionów to też nie pałam do nich specjalną miłością, ale znam jeden wysmakowany przypadek ich zastosowania). Do obejrzenia na moim instagramie albo na blogu. (dla pewności dodaję, że to blog ogrody Ewy – w sieci się strasznie rozmnożyłam i mam mnóstwo nazw).

    • Ewo, no pewnie, że widziałam już gabiony na Twoim insta i ich zastosowane jako umocnienie rabatki. Śledzę Twój profil, a jakże 🙂 Co do walki zieleni z architektura… Czy to musi być walka? Można to rozegrać pokojowo 😉

  • Same miniaturki wyglądają naprawdę porządnie, szkoda że muszą walczyć o uwagę gości z kwiatami. Myślę, że problemem jest też skala wielkości – miniatury na tle tych wszystkich iglaczków, topiarków, ekranów i innych fanaberii wyglądają groteskowo i nieprawdziwie. Zieleń pięknie utrzymana, tylko po co jej tam tyle?

    • Dokładnie mam takie same odczucia. Niby osobno wszystko ok (no może oprócz tych kamieniołomów), ale razem tworzy to mieszankę wybuchową. Ja lubię odpocząć w parku, nawet jeśli ma to być park miniatur. Są pewnie osoby, którym to nie przeszkadza albo wręcz je stymuluje. Mamy takie powiedzenie w orkiestrze, gdy balet tańczy nierówno z żywą muzyką, że im muzyka nie przeszkadza 😉 Tu mam podobne skojarzenia. A same miniaturki bardzo fajne, zawsze zazdrościłam precyzji i cierpliwości modelarzom.

  • Napiszę szczerze – nie lubię parków miniatur. Byłam niedawno w Kowarach, gdzie jest takowy, i gdy pomyślałam, że mam zapłacić 23 zł żeby zobaczyć zabawki, to mi się odechciało. Zwłaszcza, że byłam w parku miniatur w Krajnie i mnie nie zachwycił. Spojrzałam więc w Kowarach przez siatkę – i odpuściłam. Z twoich zdjęc wynika, że wszędzie należy spodziewać sie podobnych atrakcji tylko „budowle” inne. Wolę zobaczyć mniej, ale w naturze:)

    • To masz tak samo jak ja! Ufff…. W Kowarach nie byłam, chociaż często odwiedzam te okolice. Wolę pochodzić po górach, a poza tym jest tam wiele ciekawszych atrakcji. Dzięki za komentarz, czuję się lepiej, haha!