with 31 komentarzy

Trend urban jungle wszedł z impetem do mieszkań i to głównie do mieszkań ludzi młodych. Wszedł i wchodzi nadal, bo miejska dżungla wciąż jest pożądana. Czy to chwilowa moda czy już styl życia? Zobaczymy. Dla mnie to powód do radości, bo ludzie zaczęli zauważać jak ważna jest zieleń, że tęsknią za nią i próbują się nią otaczać tworząc miejskie dżungle. W moim domu zawsze była „moda na kwiaty”, więc nagły powrót roślin doniczkowych nie wywrócił mi świata do góry nogami, ale jednak trochę podkręcił to zamiłowanie. Jakże się więc nie cieszyć z trendu urban jungle?

Czy urban jungle to chwilowa moda czy styl życia?

Wyobraź sobie, że codziennie rano budzisz się w dżungli. Otwierasz oczy i jesteś w tropikalnym wilgotnym lesie. Poranne promienie słoneczne przefiltrowane przez dziurawe liście monstery ogrzewają twoją twarz. W dodatku nie musisz wyjeżdżać na egzotyczne wakacje! Ba, nawet nie musisz wychodzić z łóżka, bo masz dżunglę na wyciągniecie ręki – we własnej sypialni.

Wstajesz, rozchylasz żywe firany z pnączy,  odsłaniasz żaluzje z liści palm, przeciągasz się i marzysz o filiżance aromatycznej kawy, bo właściwie tylko ona jest ci do maksimum szczęścia potrzebna. Przedzierasz się więc przez zielony liściasty korytarz, gdzie z sufitu zwisają korzenie powietrzne filodendronów. Masz już dość zimy, więc pijesz kawę we własnej sukulenciarni – kaktusiarni. Tylko kilka kroków dzieli twoją kuchnię od gorącego Meksyku, który masz w salonie.

Poranny prysznic w towarzystwie paproci? Wieczorna relaksująca kąpiel pod liściem monstery? To nie muszą być tylko marzenia! Zrób sobie swoją prywatną miejską dżunglę w domu, tak jak zrobiło to już wielu miłośników roślin.Ostatnio rośliny domowe przeżywają renesans, zwłaszcza te uprawiane przez nasze mamy i babcie. Do łask wróciły trącące już myszką monstery, begonie, fikusy, pilee, filodendrony, paprocie czy sansewierie. W odstawkę natomiast poszły zamiokulkasy i falenopisy.

Mówisz, że nie masz pojęcia o kwiatach i potrafisz ususzyć nawet kaktusa? To nic! Nauczysz się! Zacznij od najłatwiejszych i najbardziej odpornych roślin, poczytaj o nich i dowiedz się, czego potrzebują. Urządź dom w stylu urban jungle, pobaw się aranżacją, kolekcjonuj fajne doniczki i dołącz do globalnej społeczności zwariowanych na punkcie zieleni pasjonatów. Dziel się swoimi doświadczeniami, sadzonkami, pokaż co masz na parapecie i jak to coś rośnie. A jak nie masz ochoty na social medialny ekshibicjonizm, to po prostu delektuj się swoimi roślinkami w domowym zaciszu miejskiej dżungli.

#urbanjunglebloggers

Wstępem do stylu miejskiej dżungli był styl botaniczny, który gościł we wnętrzach już kilka lat temu i gości nadal w nieco zmienionej formie. A największą robotę w promowaniu życia z roślinami i stylu urban jungle wykonali internauci i blogerzy przy pomocy kanałów social media i swoich blogów.

Wszystko zaczęło się w 2013 roku od zwykłej pogaduszki w paryskiej kawiarence. Dwoje przyjaciół i blogerów – Igor i Judith – zafascynowanych zielenią we wnętrzach wpadło na pomysł, aby na swoich blogach poruszać raz w miesiącu jakiś temat właśnie z nią związany. Poprosili też innych blogerów o przyłączenie się do tej akcji. Co miesiąc zbierali blogowe wpisy, które były odpowiedzią i interpretacją wymyślonych przez Igora i Judith tematów, następnie publikowali je na stronie raczkującej społeczności Urban Jungle Bloggers.

Tematyka była roślinno – wnętrzarsko – lifestylowa. Blogerzy mieli na przykład opisać, sfotografować i pokazać swój zielony balkon lub parapet; zieleń w kawiarniach, sklepach i restauracjach; kreatywne doniczki; podlewanie roślin; rośliny w miejscu pracy; kolekcję roślin na półkach; zieloną sypialnię; świąteczne dekoracje z roślinami;  rośliny i kawę; wiszące donice i kwietniki lub prezent roślinny dla przyjaciela. Trochę tego wypisałam, ale chciałam Wam przybliżyć klimat comiesięcznych działań.

Projekt Urban Jungle okazał się strzałem w dziesiątkę i z miesiąca na miesiąc przyłączali się do niego nowi ludzie, pokazując swoje parapety, roślinne stylizacje we wnętrzach i życie z roślinami. Myślisz, że to nudne? Interpretacja takich tematów to świetna i kreatywna zabawa. Każdy, kto publikuje w sieci wie, że czasem trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby twoje dzieło chwyciło za serce.

Zresztą odwiedź profil @urbanjunglebloggers albo wejdź na stronę społeczności i zobacz, co niektórzy ludzie tam wyprawiają. To już nie tylko portrety roślin i stylizacje na miejską dżunglę, ale również selfie z ulubioną rośliną, ułożony z precyzją roślinny flat lay, codzienne rytuały w otoczeniu zieleni czy wyjątkowe chwile podane w pięknej roślinnej oprawie. I nie chodzi tylko o chwalenie się swoimi pomysłami i kreatywnością, pięknymi mieszkaniami albo tym, że jestem hipsterem, mam kwiatka i luz. Chodzi o zarażanie wirusem miejskiej dżungli, dzielenie się pasją i poznawanie nowych, zakręconych na zielono wariatów.

Urban Jungle – idea miejskiej dżungli

Urban Jungle to idea życia z roślinami. W domu, w pracy, w pomieszczeniach użyteczności publicznej, w sklepach, restauracjach i kawiarniach. To stylizacja i dekorowanie wnętrz w stylu miejskiej dżungli, ale też zwrócenie uwagi na korzystny wpływ roślin na nasze samopoczucie, na nietuzinkowe doznania estetyczne i w końcu na nasze zdrowie. Misją Urban Jungle jest dzielenie się miłością do roślin i zarażanie nią innych.

Pomysł na rośliny we wnętrzach nie był żadnym odkryciem, bo człowiek uprawiał rośliny w domu już od wypraw Kolumba, a nawet i wcześniej. Wiele osób na całym świecie zalewa internet podobnymi treściami. Jeszcze więcej jara się swoimi roślinami, nie pokazując tego nikomu lub ekscytuje się w kameralnym gronie regionalnych zapaleńców. Powiesz: odgrzewane kotlety 😉 Jednak Igor i Judith pociągnęli akcje Urban Jungle na tyle skutecznie, że trzy lata później dołączyło do nich 1200 blogerów i entuzjastów miejskiej dżungli z całego świata. Dziś globalna zielona społeczność Urban Jungle Bloggers na samym Instagramie ma  prawie 550 tysięcy obserwujących, a hasztag #urbanjunglebloggers użyty był prawie 400 000 razy.

 Skala i szybkość z jaką trend urban jungle rozszedł się po świecie pokazały, że to był świetny moment i dobrze zorganizowany ruch. W dodatku prawdziwy i szczery. To musiała być pasja, bo bez niej nie dałoby się zarazić tak dużej społeczności wirusem miejskiej dżungli. Projekt w stu procentach się udał, skoro takie rzesze ciągną do Urban Jungle i wdrażają go w życie, tworząc piękne zielone wnętrza.

#urbanjungle i #warsawjungle

Społeczność Urban Jungle stale się rozwija, a hashtag  #urbanjungle na Instagramie błyskawicznie stał się jednym z najpopularniejszych hashtagów do oznaczania postów związanych z roślinami domowymi. W chwili pisania tego postu instagramowy licznik hasztagów nabił go ponad 900 000 razy. Sama go używam do oznaczania zdjęć mojej maleńkiej domowej dżungli. Jeśli więc jesteś użytkownikiem IG, to pod tym krzyżykiem znajdziesz mnóstwo inspiracji w stylu miejskiej dżungli z całego świata.

Trend miejskiej dżungli dotarł też z czasem do Polski  i my w końcu dorobiliśmy się naszego regionalnego hasztagu #warsawjungle. Stało się to za sprawą Beaty i Remka z Warszawy, którzy pokazują swoje życie w miejskiej dżungli i wkręcają w ten styl innych mieszkańców stolicy. Sporo obserwujących zgromadziła też Sylwia @sylplants, której profil jest pełen ciekawych roślin i inspiracji. Ostatnio zaraziła mnie osłonkami Fat lava z lat 60-tych. Jestem w nich zakochana, a nie mam jeszcze ani jednej. Tak! Urban Jungle wciąga. Teraz, oprócz polowania na nowe roślin, będę poszukiwać wymarzonych osłonek.

Książka „Urban Jungle – Living and Styling with Plants”

Namacalnym efektem działania społeczności Urban Jungle Bloggers jest książka wydana w 2016 roku. Napisana przez założycieli Urban Jungle przy współpracy z osiemnastoma blogerami z różnych krajów, którzy użyczyli swoich fotografii do tej publikacji. Są tu też 3 fotografie z Polski. Jak się nie trudno domyślić, jest to książka o życiu z roślinami, stylu miejskiej dżungli i wnętrzach w klimacie urban jungle. Mam ją właśnie obok siebie i polecam 🙂

Znajdziesz w niej mnóstwo inspiracji i wnętrz w stylu urban jungle, portretów topowych roślin dżungli miejskiej, porad dotyczących ich pielęgnacji i pomysłów na samodzielne wykonanie ozdób, kwietników i stylizacji roślinnych. Odwiedzisz pięć europejskich zielonych domów, w których mieszkańcy zaaranżowali w indywidualny sposób miejska dżunglę.

Książka jest bardzo ładnie wydana i można ją kupić np. na naszym serwisie aukcyjnym albo w dobrych księgarniach. Kosztuje trochę ponad stówę, więc tania nie jest, ale za to jaka instafriendly! Bo oczywiście z nią także wypada sobie zrobić zdjęcie, koniecznie w otoczeniu własnej dżungli, a potem wrzucić na IG oznaczone odpowiednim hasztagiem. Wiecie jakim, prawda?

 

Daj się zarazić pasją i zrób sobie prywatną miejską dżunglę! 

Możesz obruszać się, że wszyscy zachwycają się dżunglą, a przecież tak naprawdę to nic nowego. Możesz marudzić, że wszelkie tego typu akcje Cię denerwują i w ramach protestu nie przyłączysz się. Możesz mieć przesyt monsterami, gadaniem o trendach, trendsetterach, modach i nibynowinkach. Ja też tak mam i rozumiem, często staje okoniem i robię po swojemu, wbrew modzie i trendom. Bo podoba mi się coś mojego, bo to nie mój klimat i zupełnie do mnie nie pasuje. Też z przymrużeniem oka traktuję te zabawy w hasztagi i instagramy, ale jednak fajnie jest podzielić się pasją z innymi.

Szał na miejską dżungle akurat idzie ze mną w parze i jest dobry dla człowieka. A jak się odpoczywa przy roślinach! Spróbuj! Nie musisz od razu robić wielkiej dżungli, zacznij od trzech zielistek albo kaktusa. Nie musisz też robić dżungli na pokaz, latać z aparatem i co chwila wrzucać do netu zdjęcie każdego nowego listka. Możesz zrobić ją tylko dla siebie, zazielenić swoje otoczenie, gadać z roślinami, czytać książki pod palmą, spać wśród paproci, jeść śniadanie z „językiem teściowej”, ukłuć się od czasu do czasu kaktusem, żeby pamietać, że żyjesz.