with 12 komentarzy

Ci, którzy mają w swoim ogrodzie lilie, z pewności znają tego szkodnika przynajmniej z widzenia. A jeśli jeszcze go nie macie, to pocieszę was, że prędzej czy później się pojawi i będzie zżerać wasze drogo zakupione rośliny.  Poskrzypka liliowa zwana jest w slangu ogrodniczym „tipsiarą”. Jak się domyślacie, ma bardzo długie pazury, co widać na załączonym obrazku. Nie bez powodu ma też taką dźwięczną nazwę. W chwili zagrożenia (na przykład kiedy taką tipsiarę złapiemy do ręki) wydaje skrzypiące i cykające dźwięki. Jest szkodnikiem uciążliwym, bo zarówno larwy jak i dorosłe chrząszcze pochłaniają olbrzymie ilości lilii.  I chociaż najbardziej smakują jej właśnie lilie, to nie pogardzi również szachownicą, koroną cesarską, konwalią majową lub kokoryczką.

Poskrzypka liliowa

Dorosłe chrząszcze 

Czerwone chrząszcze poskrzypki łatwo jest zauważyć na zielonych liściach. Z wyglądu mogą wydawać się nawet całkiem sympatyczne, ale nie dajcie się zwieść ich urodzie. Wcinają bez oporów liście waszych lilii,  a że są to chrząszcze latające, to szybko znajdują sobie następne przysmaki. Dodatkowo są bardzo swawolne i non stop kopulują. Plusem tej sytuacji jest to, że w TAKIM MOMENCIE łatwiej je złapać (jedna sztuka gratis). Minusem, że w wyniku tego czynu składają brązowe jaja z nowym pokoleniem. Pierwsze chrząszcze poskrzypki liliowej można zauważyć wiosną, już w kwietniu. Wszystkie, które przetrwały zimę wychodzą ze swych bezpiecznych kryjówek, zaczynają konsumpcję i rozmnażanie. Objawem żerowania są dziury i wżery głównie na liściach. Nie gardzą w sumie żadną częścią rośliny.

Myślicie, że taki chrząszcz jest łatwy do złapania? Przy odrobinie wprawy tak, ale jeśli nie macie żyłki myśliwego i zdecydowanych ruchów, to zrobią sobie z was bekę. W chwili zagrożenia spadną na ziemię, zwykle do góry nogami, żeby nie było widać ich czerwonego pancerza. Żeby sobie z was jeszcze bardziej zadrwić – zasymulują śmierć. A wtedy życzę wam powodzenia w łowach.

Poskrzypka liliowa dorosły chrząszcz

Poskrzypka liliowa dorosły chrząszcz

Larwy poskrzypki liliowej

Krótko mówiąc wyglądają ohydnie. Paplają się w otoczce z własnych ekskrementów. Nie dziwię się więc, że nawet dla ptaków są obrzydliwe. Kto by jadł coś takiego? Blee! Poruszają się bardzo wolno, co akurat łatwo można wytłumaczyć. Trudno jest bowiem poruszać się szybko w pancerzu z własnych odchodów. Za to w ekspresowym tempie pozbawiają roślin praktycznie każdej części. Tak sobie jedzą te rośliny przez około dwa tygodnie, a potem wędrują do ziemi i przepoczwarzają się w chrząszcze. Kółko się zamyka, a nasze lilie wyglądają coraz gorzej, albo w ogóle nie wyglądają.

Zdjęcia są okropne, ale mam nadzieję, że je docenicie. Poświęciłam bowiem swoje lilie, aby na potrzebę postu wyhodować pokolenie poskrzypki.

Poskrzypka liliowa jaja

Poskrzypka liliowa jaja i larwy

Poskrzypka liliowa jaja i larwy

 

Zwalczanie poskrzypki

Proponuję częste przeglądanie lilii już od wczesnej wiosny. Ja w tym roku zaniedbałam kontrolę, czego efektem są powyższe zdjęcia. Wykorzystałam to in plus, stąd ten post. Co robić, gdy zobaczycie czerwono – czarnego chrząszcza? Wziąć głęboki oddech, skupić się, precyzyjnym ruchem zebrać go ręcznie i  usunąć (jak to się grzecznie nazywa) mechaniczne. W praktyce jest to zadeptanie tipsiary obcasem kalosza, trepa, czy co tam macie akurat na nodze. Gołą stopą nie polecam.

Nie będziecie szczęśliwi, jeśli napiszę, że jaja i larwy najlepiej też zbierać ręcznie. Wiem, są odrażające. Osobom ze skrajnym obrzydzeniem proponuję zrzucanie larw na ziemię. Można pod liliami rozłożyć gazetę i potrząsnąć energicznie (liliami!). Coś tam z pewnością spadnie, przy okazji może kilka chrząszczy.

Kolejna zła informacja: poskrzypka jest dosyć odporna na opryski, więc można próbować zniszczyć ją insektycydem, ale zdecydowanie polecam usuwanie ręczne. Podczas oprysku chrząszcze spadają na ziemie i uciekają. Taki zabieg trzeba więc powtórzyć kilka razy, a i tak nie mamy pewności, że poskrzypka nam nie zwieje. Oprysk skuteczniej niszczy larwy niż dorosłe owady. Pod koniec lata warto zebrać wierzchnią warstwę podłoża pod liliami, gdzie chrząszcze przygotowują się do zimowania.

Podsumowując: zbierajcie poskrzypkę liliową ręcznie. Ja nakładam właśnie rękawice i lecę to zrobić. W imię wyższego dobra czekałam z łapaniem aż do napisania postu. Musiałam mieć materiał dowodowy 😉 A do stracenie mam wiele, bo posadziłam w tym roku swoje pierwsze martagony.

Głęboki wdech, kocie ruchy i na łowy!

 

 

  • Bożka, jesteś niesamowita 🙂 Czytam jakiś blog o robalach (nazwy nie pamiętam bo siedzi w moich zakładkach) i czytając dzisiaj ciebie czułam się jakbym czytała tamtego gościa 🙂 Mimo iż rzadko miewam poskrzypki (nie musisz zazdrościć – mam po prostu metodę) to wczułam się w opowiadaną przez ciebie historię 🙂
    Szacun za zdjęcia i poświęcenie lilii 🙂

    P.S. Jeśli myślisz że rozgniatanie tego pancerzyka jest obrzydliwe to wyobraź sobie że wykopałam wczoraj pędraka wielkości kciuka.

    • Jankosia! To zabrzmiało jak posądzenie o plagiat, haha! Dawaj tego gościa – porównam. A jaką ty masz metodę, że ich nie miewasz? Czyżbyś po prostu nie posiadała lilii? Jeśli chodzi o pędraki, to weź… Ostatnio też znalazłam kilka klusek, ale nie odważyłam się ich zadeptać. Fuj. Zostawiłam na pożarcie ptakom i tylko pilnowałam, żeby za bardzo się nie rozłaziły. Pędraki.

      • A ty wiesz że ich się nie da utopić?! Pędraków w sensie. Kiedyś nazbierałam tak dużo że brzydziłam się zdeptać więc postanowiłam zafundować im okropną śmierć poprzez utopienie. Przesypałam wszystkie do wiadra, zalałam wodą i poszłam do domu. Na następny dzień wylałam na podjazd żeby ptaki mogły wydzióbać sprawdzając uprzednio czy żaden ani drgnie. I ty wiesz że po pół godzinie ożyły! Masakra jakaś z nimi. I tak musiałam to miażdżyć a uwierz mi że przy takiej ilości… fuj fuj fuj bleeee 🙂

        Plagiat? Nie, to było dobre skojarzenie z dobrym blogiem 🙂

  • Joanna Kołpak

    Piękne zdjęcia 🙂 Niestety ogrodnik ze mnie żaden 😉

  • Taki śliczny robalek, a taki niebezpieczny. No dobrze, teraz na poważnie. Zastanawia mnie jak to jest z tymi opryskami. Teoretycznie opryskując roślinę nawet jak owad spadnie to wraca na żerowisko. Opryski mają to do siebie, że wnikają w roślinę i mają co najmniej 7 dniowy okres karencji, (no chyba, że spadnie deszcz) także powinno to uśmiercić czerwonego robaczka.

    • Kasiu, napiszę ci coś jeszcze, bo o tym zapomniałam! Ja nie robię oprysków, ale myję lilie mocnym strumieniem wody (takim, żeby ich nie połamać oczywiście). Co 2-3 dni robię taki prysznic „pod ciśnieniem” i widzę, że skutkuje. Jeśli chodzi o środki, to serio nie pryskam u siebie, ale muszę przetestować na poskrzypce np. mospilan i zobaczę czy padnie.

      • Wiesz Bożka, ja też ograniczam pryskanie, stonkę zbieram ręcznie, kocham biedronki za swoją pracę. Niestety w tym roku na różach to już obłęd jakiś. No jeżeli już nic nie pomaga, nawet rozgniatanie (fuuuuj) to lecę opryskiem, który został z sadu. Chociaż i na jabłoniach to jakiś wysyp robactwa i mączniaka. Ostatnio testuję specjalną odmianę jabłoni do upraw ekologicznych i muszę przyznać widzę różnicę. Próbowaliście dobroczynek?

  • Dobrze, że nie chrabąszcze ;D

  • Magda Sobolewska

    To jest chyba najgorszy szkodnik w moim ogrodzie. Jest po prostu obrzydliwa, i co gorsza bardzo sztywny ma pancerzyk i trzeba ją mocno rozgniatać. Oj,fuj fuj… Ale dla lilii wszystko, nawet rozgniatam poskrzypki 🙂

    • też tak robię, ale niestety co roku wracają… A te larwy są okropne, brrr! Na razie robię częsty prysznic liliom i na bieżąco zmywam larwy. Nie dotnę ich łapą, o nie! Czerwone łapię i depczę 😉