with 12 komentarzy
Zwalczanie opuchlakówBo to się zwykle tak zaczyna… Widzisz, że roślina marnieje w oczach, chwytasz ją i okazuje się, że nic jej nie trzyma z podłożem. Korzenie są już tylko wspomnieniem. U mnie wszystko zaczęło się od żurawek. Leżały na glebie i wołały o pomoc. Po oględzinach okazało się, że ich korzonki stały się stołówką dla larw opuchlaka.  Skąd to licho się bierze? Otóż najczęściej przynosimy je do ogrodu z nowymi roślinami.
Opuchlaki występują w wielu ogrodach i potrafią szybko zniszczyć, a nawet uśmiercić kolekcję roślin. Są to chrząszcze trudne do wytępienia i groźne nie tylko dla roślin ozdobnych, ale również innych upraw. Kochają truskawki, maliny, różaneczniki, żurawki, trzmielinę, ostrokrzewy, hortensje, cisy, azalie, lilie, nie gardzą też np. powojnikami. Wyrządzają szkody w nadziemnej części rośliny i w  korzeniach. Rośliny zaatakowane przez opuchlaki można poznać po charakterystycznych  półokrągłych wgryzieniach na  liściach, czasem płatkach kwiatów oraz po tym, że roślina nie trzyma się podłoża i po złapaniu jej w dłonie okazuje się, że nie ma korzeni.

Zwalczanie opuchlaków

Zwalczanie opuchlaków

 Szkodę wyrządzają zarówno dorosłe osobniki, jak i larwy. Dorosłe chrząszcze można rozpoznać po charakterystycznym ciemnym ubarwieniu z jasnymi łuskami na pokrywach.  Mają ok. 13 – 15 mm. Żerują nocą, chociaż za dnia też można je czasem zobaczyć  jak wspinają się np. po ścianach budynków.
 Larwy mają do 1 cm długości, są kremowo – białe, łukowato wygięte z brązową główką.  Żerują na korzeniach, przegryzając zwykle korzeń główny i podstawę łodygi, co powoduje usychanie rośliny.
 Larwy opuchalaka
 

Dlaczego tak trudno je wytępić?

 
 Samice opuchlaka nie potrzebują do rozmnażania samców, są dzieworodne.  W ciągu lata każda z nich jest w stanie złożyć ok. 500 jaj. To już poważna sprawa. Walka z nimi trwa zwykle dwa lata lub dłużej, ponieważ trzeba zwalczać larwy, chrząszcze i znów larwy. Larwy żerujące w systemie korzeniowym rośliny w kwietniu – maju przeobrażają się w postać dorosłą. Wtedy wychodzą z gleby w poszukiwaniu innego menu i atakują część nadziemną rośliny. W tym samym czasie składają również jaja. Tak mija czerwiec i lipiec. W sierpniu pojawiają się nowe larwy, które zimują w okolicach korzeni. Zwalczać więc należy zarówno larwy (wiosną i późnym latem), jak i dorosłe chrząszcze (przez całe lato aż do jesieni).
 

Profilaktyka:

 

  • Przy zakupie nowych roślin należy sprawdzić ich liście oraz bryłę korzeniową. Jeśli zauważysz charakterystycznie wygryzione brzegi liści albo  jaja, larwy w okolicach korzeni, nie kupuj tej rośliny.
  • Rajem dla nich są rośliny uprawiane w pojemnikach. Tam mają świetne warunki do życia, dlatego nie wykorzystuj powtórnie podłoża z pojemników.

 

 Zwalczanie:

  • Środki chemiczne u mnie nie zdały egzaminu. Właściwie to zastosowałam tylko jeden, ale dałam sobie z nim spokój. Stosując go bezpośrednio na spacerujące chrząszcze, nie zauważyłam, żeby robiły sobie z tego jakiś problem. Dalej zajadały ze smakiem liście. Prawdopodobnie chrząszcze szybko uodporniły się na wiele środków chemicznych.
  • Można zastosować wyciąg z wrotyczu, jednak u mnie niestety nie zadziałał. Polecałabym go  bardziej jako profilaktykę. Nie znaczy to, że u Was się nie sprawdzi. Zawsze lepiej spróbować najpierw naturalnych środków, zanim sięgniemy po chemię.
  • Z mojego doświadczenia wynika, że najbardziej skuteczne jest zastosowanie nicieni – Heterorhabditis bacteriophora lub Steinernema kraussei.  Po wprowadzeniu ich do gleby, wnikają one do ciała larwy, powodując śmiertelną infekcję. Po około dwóch tygodniach larwy brązowieją i giną.  Nicienie nie są szkodliwe dla ludzi i zwierząt. Aplikację trzeba wykonać dwukrotnie w ciągu roku – wczesną wiosną ( w marcu – kwietniu, by zniszczyć potomstwo, które przezimowało ) i jesienią (koniec sierpnia- początek września, aby zniszczyć larwy powstałe tego lata).
  • Mechaniczne niszczenie osobników dorosłych od wiosny do jesieni stało się już moim nocnym rytuałem. Przyda się latarka czołówka, dobry wzrok i spokojne ruchy. Chrząszcze, gdy poczują zagrożenie, spadają z rośliny, leżą do góry nogami i udają martwe. Takie cwaniaki!  Dlatego nocne łapanie chrząszczy to nie lada sztuka i przyda się odrobina wprawy.
  • Jesienią, przenosząc do pomieszczeń rośliny, które nie zimują na dworze, trzeba sprawdzić, czy  nie wnosimy ich razem z larwami czy chrząszczami.
  • Z pomocą  przychodzą nam np. ptaki i pająki w ogrodzie. Przyroda sama dba o równowagę.
  • W miarę możliwości należy przekopywać ziemię, gdyż jest większa szansa na zniszczenie jaj i larw. Przesadzanie i dzielenie roślin to dobry moment na przekopanie gleby i skontrolowanie stanu korzeni.
Jeśli macie doświadczenie w walce z opuchlakami, podzielcie się nim w komentarzu. Każda rada jest cenna!
 
 
  • Pingback: Rododendrony i azalie - wiosenne piękności w ogrodach()

  • Niezmiernie miło, cieszę się! Trochę ostatnio zaniedbałam sprawy blogowe, ale już nadrabiam 🙂 Dziękuję za nominację, postaram się sprostać wyzwaniom 🙂

  • Dzięki, wiosną ruszam do boju.

  • Jeszcze raz ja – dziś przychodzę z oficjalną wiadomością – mam nadzieję, że sprawi Ci przyjemność informacja o tym, że nominowałam Twój blog do Liebster Blog Award. Zapraszam do siebie – w ostatnim wpisie z dnia dzisiejszego znajdziesz więcej informacji i pytania do Ciebie. Pozdrawiam!

  • Niestety opuchlaki mają bardzo bogate menu. Stosowałam Larvanem. Uważam, że jest skuteczny, przy zachowaniu wymaganych warunków do rozwoju nicieni. Trzeba też wziąć pod uwagę, że jedna aplikacja to za mało. O efektach można mówić po zastosowaniu nicieniu dwa a nawet trzy razy, Czyli wiosna – koniec lata/wczesna jesień i ewentualnie następna wiosna. Po pierwszym zastosowaniu zauważyłam widoczne zmniejszenie ilości chrząszczy, ale nie całkowitą ich eliminację.

  • Walka z nimi jest również ciężka…

  • A ja myślałam, że opuchlaki żrą tylko rododendrony… Czy nicienie stosowałaś w postaci preparatu Larvanem? Słyszałam opinie, że jest nieskuteczny.

  • Leo

    U mnie co prawda nie zauważyłam opuchlaków ale stołują się w moim ogrodzie pędraki. Fuj! też zżerają wszystko, nie zostawiają tylko wcięć na liściach…

  • Tylko pozazdrościć i tfu, tfu – nie zapeszać! Ja sobie przyniosłam je z żurawkami. Odrobina nieuwagi i wszystkie skonsumowały.

  • Też tak działam! Nicienie do gleby, chrząszcze usuwam ręcznie. Drugi rok walki i widzę, że jest ich mniej, ale rzeczywiście to walka z wiatrakami. Wiosną jeszcze raz zastosuję nicienie. Mam w planie ogłosić wygraną i nie poddam się!

  • Na całe szczęście te bydlaki omijają mój ogród.

  • U nas najlepiej sprawdzaja się nicienie + mechaniczne usuwanie chrzaszczy, i larw. Niesety tak jak pisałaś niezbędna jest systematyczność, i terminowość wykonania tych zabiegów (maj, wrzesień). W praktyce jest to właściwie walka z wiatrakami. Jeszcze nie udało mi się z nimi wygrać całkowicie, jedynie ograniczyć rozprzestrzenianie na inne rośliny. Pozdrawiam serdecznie 🙂