with 7 komentarzy

Zima nie jest moją ulubioną porą roku i mam wrażenie, że rośliny pokojowe również nie pałają do niej sympatią. No bo jak mogą czuć się wyśmienicie, skoro ich przeznaczeniem były wilgotne lasy deszczowe albo ciepły Meksyk, a wylądowały gdzieś w Polsce, gdzie zimą słońce zachodzi zaraz po wschodzie? W dodatku na ciasnym parapecie okiennym owiewanym suchym powietrzem z kaloryfera. Też byłoby mi smutno, gdybym przez całe życie musiała znosić warunki zastępcze.

Pocieszające jest to, że wszystkie rośliny pokojowe są udomowione i nie poznały, co to wolność i swoboda w dżungli czy na pustyni. Oczywiście w jakimś stopniu przyzwyczajają się i adaptują do naszych domowych warunków, hodowcy tworzą nawet odmiany przeznaczone do uprawy w pomieszczeniach, jednak w genach mają zapisaną tęsknotę za tropikalnym wilgotnym ciepłem albo potrzebę odpoczynku w chłodniejszej, ale nie mroźnej temperaturze. I my powinniśmy wiedzieć w jakiej, bo jesteśmy ich opiekunami.

Zaprosiliśmy je do swoich domów, by nam towarzyszyły, zamieszkały z nami i choć są tylko roślinami, to tworzymy z nimi specyficzny związek. A w związku trzeba dbać o siebie, iść na kompromisy, dawać, cieszyć się, ale również brać. W zamian za opiekę rośliny poprawiają nam klimat w mieszkaniu i stają się źródłem przyjemnych doznań estetycznych.

Hippeastrum - rośliny pokojowe

Co zrobić, żeby zimą nasze roślinki były szczęśliwe, a tym samym uszczęśliwiły nas? Po pierwsze poznać warunki, w jakich rosną w swojej ojczyźnie, nawet jeśli mają ją tylko zapisaną w genach. Dowiedz się, czego potrzebują w tym okresie, jak odpoczywają, kiedy powinny pić i czy należy je teraz karmić. To, że są smutne, nie musi oznaczać, że są głodne.

Obserwuj je i reaguj, one swoim wyglądem wszystko tobie powiedzą bez słów. To, o czym napiszę poniżej, to tylko ogólne zasady, niewiele znaczące bez obserwacji roślin. Nie w każdym domu są takie same warunki. Nie wszędzie jest suche powietrze albo wysoka temperatura, więc ciężko dać jedną uniwersalną radę. Przenieś te przykazania na własne podwórko i obserwuj. Nie podlewaj bez sprawdzania palcem wilgotności podłoża, reaguj na zmianę koloru liści albo pojawiające się plamy. W sumie, to po co ci rośliny, jeśli na nie nie spoglądasz?

zielona bombonierka - rośliny pokojowe

1. Wpuść więcej światła

Przenieś rośliny jak najbliżej światła słonecznego, na parapet lub obok okna, odsłoń zasłony i firanki, od czasu do czasu umyj szyby 😉 Proces fotosyntezy wymaga światła. Zimą, nie dość, że słońce świeci krótko, to jego światło jest słabsze. I nie musisz chodzić z luksometrem. Po prostu przestaw rośliny, tam gdzie masz najwięcej dziennego światła. O ile latem niektóre poradzą sobie na północnym parapecie, to zimą będą miały tam za ciemno. Ja wiem, że czasem nie mamy wyboru, sama mam zapchane wszystkie parapety, łącznie z północnym, ale wschód i południe to najlepsza miejscówka. Te, które latem osłaniasz przed południowym mocnym słońcem, w zimie spokojnie możesz wystawić na południowy parapet.

Skąd masz wiedzieć, która roślina potrzebuje więcej światła, a która mniej? Poznaj jej wymagania. W przypadku roślin subtropikalnych światło powinno być tak samo intensywne i trwać tyle, co w naturze. Nie jesteśmy w stanie zapewnić tego w domowych warunkach, chyba, że zdecydujesz się na sztuczne doświetlanie. Trzeba pogodzić rośliny z tym, co mamy im najlepszego do zaoferowania. Ogólna zasada jest taka, że liście twarde, skórzaste, owłosione, kutnerowate i woskowe wymagają dużo światła. Liście delikatne, jasnozielone, cienkie potrzebują mniej światła. Co nie zmienia faktu, ze zimą wszystkie cierpią na jego brak. Te, które latem rosły w ciemniejszych zakamarkach (orliczka, bluszcz, filodendron) przestaw bliżej okna. Do panujących warunków świetlnych dostosuj w miarę możliwości temperaturę, podlewanie i wilgotność powietrza. To wszystko jest od siebie zależne.

2. Podlewaj z głową

Nie ma uniwersalnej rady typu: “zimą podlewaj raz w tygodniu, najlepiej w piątki”! Częstotliwość podlewania zależy od  ilości światła, temperatury, rodzaju podłoża, rodzaju doniczki, a przede wszystkim od pragnienia samej rośliny. Zwykle zimą podlewa się mniej, bo rośliny spowalniają wzrost. Ale bywa, że głupieją, bo niby jest mniej światła i powinno być chłodniej, a tu z kaloryfera bucha gorące powietrze. Nawet nocą. Jeśli nie zapewnimy im odpowiedniej temperatury do spoczynku – zgłupieją i nie będą wiedziały, że muszą odpocząć. Mało który blokers ma możliwość zapewnienia kaktusom 7°C i jasnego stanowiska. Chyba, że tak bardzo je kocha, że jest w stanie mieszkać w takiej temperaturze. Ja na przykład – nie!

Dlatego podlewanie dostosuj do temperatury w pomieszczeniu. Nie dam ci tabelki z rozpiską, ile wody musisz użyć przy konkretnej temperaturze, bo tego nie da się rozpisać. Najbezpieczniej podlewać rośliny po przeschnięciu podłoża, a przed podlewaniem sprawdzić palcem jego wilgotność. Jeśli nie chcesz brudzić paznokci, stuknij palcem w doniczkę, a usłyszysz czy ziemia jest sucha, czy mokra. Sprawdź, czy doniczka jest nadal ciężka (bo podłoże jest mokre) czy już lekka. Zasada jest taka: im cieplej, tym częściej podlewamy. Nie podlewaj wszystkich roślin hurtowo, jak leci, bo nie wszystkie tyle samo piją. Do podlewania idealna jest woda odstana o temperaturze pokojowej.

Kaktusy i sukulenty podlewamy rzadko, zwłaszcza, jeśli stoją w chłodnym pomieszczeniu, ale paprocie muszą mieć stale wilgotne podłoże. Uważaj, żeby nie przelać! Nadmiar wody usuwaj z podstawki i wylewaj z osłonek, jeśli masz w nich doniczki. Korzenie nie mogą paplać się w błocie. No chyba, że masz rośliny bagienne 😉 Nadmierne podlewanie może przyczynić się do pojawienie się pleśni na podłożu. Lepiej więc nie być nadgorliwym.

peperomia, opuncja aloes, wilczomlecz - rośliny pokojowe

3. Przystopuj z nawożeniem

Już jesienią zaprzestajemy nawożenia roślin domowych, tak przynajmniej wszyscy zalecają. Jest to spowodowane tym, o czym pisałam wyżej – spowolnieniem wzrostu. Ale jak wszystkie zasady i tę można złamać. Nie chodzi o cotygodniowe nawożenie pełną dawką wszystkich roślin jak leci. Czasem można podlać niektóre (paprocie i tropikalne) odrobiną nawozu jesienno-zimowego bez dodatku azotu – gotowca do kwiatów domowych. Odrobinę i czasem! Na pewno nie nawozimy tych roślin, które definitywnie przechodzą okres spoczynku: kaktusów, sukulentów, pelargonii, fuksji czy oleandrów, tych które przenieśliśmy do pomieszczeń z letnich wakacji pod chmurką. Jeśli chodzi o mnie, to nie nawożę. Chociaż nie! Nie jest to do końca prawdą, bo podlewam kwiaty wodą z akwarium, a to przecież też nawóz, że nie wspomnę o brudach z filtra 😉  Rośliny kwitnące zimą np. szlumbergera, poinsecja, cyklameny, azalie można dokarmiać nawozami dla roślin kwitnących.

4. Zwiększ wilgotność powietrza

Zamgławiaj i zraszaj rośliny, które pochodzą z tropików. Niektóre z nich możesz spryskiwać, ale nie wszystkie to lubią. Pomimo, że kochają wilgotny klimat, to nie lubią mieć mokrych liści.  Jeśli te rośliny będą miały za suche powietrze, a takie im o tej porze roku serwujemy, to od razu na liściach pojawią się usychające plamy i szkodniki. Sezon grzewczy jest męką dla roślin z tropików, wiele z nich nie przeżywa zimy albo traci kondycję.

Tym, których nie możesz zraszać, pomóż inaczej. Postaw doniczki na tacce wypełnionej kamykami i wodą albo w osłonce z takim samym wkładem. Doniczki nie mogą stać w wodzie, tylko na kamykach. Używaj nawilżaczy domowych, postaw mokre pranie w pobliżu kwiatów.  Rośliny bardzo wrażliwe na suche powietrze możesz trzymać pod szklanym kloszem, pamiętając o wietrzeniu. Dobrym sposobem jest stawianie roślin w grupie. Tworzą wtedy specyficzny mikroklimacik, a wokół nich wzrasta wilgotność powietrza.

5. Zrób im prysznic albo odkurz

Nawet, jeśli jesteś największym czyściochem, to i tak nie unikniesz kurzu w mieszkaniu. A kurz osiada także na roślinach, więc utrzymuj je w czystości. Warstwa kurzu spowalnia oddychanie i ogranicza dostęp do światła. Fotosynteza wtedy spowalnia. Zrób im letni prysznic lub przetrzyj wilgotną szmatką. Prysznic jest o tyle niefajny, że woda prosto z kranu pozostawia na liściach białe plamy. Nie wszystkie rośliny znoszą taką wodę. Ale jak nie masz czasu i wyboru – lepsze, to niż nic. Duże gładkie liście np. monstery możesz przetrzeć wilgotną szmatką, a włochate potraktuj pędzelkiem albo miotełką do kurzu. Tych włochatych albo o nierównej strukturze liścia lepiej nie kąpać.

Paproć

6. Dopasuj temperaturę

Chociaż my lubimy zimą domowe ciepełko, kapcie i gorącą herbatkę, to nasze rośliny już niekoniecznie. Chodzi mi głównie o te, które w naturze mają w tym czasie obniżoną temperaturę i udają się na spoczynek. Ideałem byłoby zmniejszanie temperatury proporcjonalnie do zmniejszającej się ilości światła, ale sami wiecie, że w mieszkaniu to raczej niemożliwe. Rośliny tropikalne kochają ciepło i temperatura pokojowa jak najbardziej im odpowiada, ale jedynie przy zwiększonej wilgotności powietrza nawet ok. 70%.

Co więc zrobić? Wykorzystaj dla zimowych chłodnolubów nieszczelności okna, zawsze na takim parapecie jest niższa temperatura. Jeśli dysponujesz chłodniejszym, ale widnym pomieszczeniem, to ulokuj tam rośliny. Tropikalnym pomagaj zwiększając wilgotność powietrza i zapewniając różnice temperatur między dniem a nocą. Jak to dobrze, że lubię nocą mieć chłodniej 😉

7. Przewietrz mieszkanie, nie rośliny

Wietrzyć trzeba nawet zimą, to nie podlega dyskusji. Ale co zrobić, jeśli masz zawalony cały parapet roślinami, które są wrażliwe na zimne przeciągi, mroźne powietrze i nagły spadek temperatury? Teraz Cię zmartwię. Na czas wietrzenia cały ten majdan musisz zdjąć z parapetu i postawić z dala od okna. Przewietrz porządnie i odstaw je na miejsce, najlepiej w takie pozycji, w jakiej stały skierowane do światła, bo niektóre z nich nie cierpią zmian. Np. szlumbergera może zupełnie zrzucić pąki kwiatowe, jeśli zmienisz jej pozycję.

Nie jest łatwo, wiem. Ja mam ciągle rozszczelnione okna, jeśli nie ma mrozu. Wrażliwsze rośliny odstawiam od szpar okiennych. Wietrzenie mieszkania możesz wykorzystać na prysznic albo zraszanie roślin w wannie. Skoro je już ściągasz, to zrób przy okazji coś, co i tak będzie trzeba zrobić.

8. Zlikwiduj szkodniki

Złe warunki to osłabione rośliny. A osłabione rośliny stają się mniej odporne na choroby i szkodniki. Nagle z dnia na dzień pojawiają się przędziorki, tarczniki, mszyce np. przywleczone z letniego werandowania. W ciepłej temperaturze i suchej atmosferze uaktywniają się i atakują. Usuwaj zaschnięte i chore liście, oglądaj, czy nic po nich nie wędruje, albo nie fruwa w okolicy doniczek.

U mnie największą zmorą w zimowym czasie są ziemiórki. Małe czarne muszki, które na pierwszy rzut oka można pomylić z muszką owocówką. Rozwijają się w nadmiernie mokrym podłożu, gdzie składają jaja, a z nich wykluwają się następne fruwające pokolenia. O ile dorosłe ziemiórki są bardziej irytujące dla nas niż szkodliwe dla roślin, to larwy mogą stanowić dla nich zagrożenie. Dopóki podłoże jest wilgotne, odżywiają się materią organiczną. Jeśli podłoże chwilowo przeschnie – dobierają się do korzeni.

W walce z latającymi owadami pomogą ci specjalne żółte lepy, do których przyklejają się ziemiórki. Nie wygląda to pięknie i często sama się do nich przyklejam (na własnej skórze sprawdziłam – klej jest bardzo mocny!), ale to skuteczna pułapka. Im mniej dorosłych ziemiórek, tym mniej larw.  Można rozstawić też miseczki z wodą i octem jabłkowym, wetknąć ząbki czosnku w podłożu, umocować na wykałaczkach kartki pomalowane warstwą miodu, a w najgorszym wypadku wymienić podłoże i dokładnie oczyszczenie korzenie.
lepy na ziemiórki

9. Nie bądź niecierpliwy –  obserwuj, ale wyluzuj

Zimowy deficyt zieleni odbija się na naszej psychice. Okazuje się, że kupujemy więcej doniczkowców parapetowców, żeby mieć w otoczeniu trochę zieleni. A to przecież taki ryzykowny okres i nie wszystko się adoptuje do nowych warunków. Ci, którzy mają ogrody, po zakończeniu sezon nagle przypominają sobie, że przecież mają jeszcze kwiatki w domu i zaczynają je intensywniej pielęgnować. Świerzbią ręce ogrodnicze, ale w domu większość roślin też idzie na zasłużony odpoczynek. Inne wstrzymują wegetację albo wypuszczają jednego liścia na dwa miesiące. A my tu przebieramy nóżkami, biegamy od parapetu do parapetu w nadziei na zadżunglowienie domu w tydzień. I podlewamy, nawozimy, chuchamy dmuchamy. A to wszystko na nic, bo i tak nie przyspieszymy wzrostu roślin. Takie wymuszanie wzrostu może mieć wręcz odwrotne skutki.

Nie panikuj, wyluzuj, nie przebieraj nóżkami, nie grzeb w ziemi niepotrzebnie, daj im spokój i patrz jakie to ładne. Nawet, jeśli powoli rośnie.

10. Czytaj im, rozmawiaj z nimi, śpiewaj i puszczaj muzykę

Nie wyobrażam sobie domu bez książek, muzyki i roślin. Skoro mam już takie towarzystwo, to spędzam z nimi czas. A wiesz, że rośliny słyszą? Puść im muzykę i sprawdź, co im przypadnie do gustu. Czy kołyszą się w rytmie bluesa czy wolą ciężkiego rocka? Zobacz czy złapią feeling. One serio słyszą i czują drgania! A jak nie zareagują, to poczytaj im albo opowiedz o wiośnie, niech nie tracą nadziei na lepsze życie. Ja swoim gram na oboju i puszczam jazz. Nie przepadają za telewizją.

Żeby nie było, że jestem taka idealna, a moje rośliny wyglądają jak z katalogu, to pocieszę Was, że wczoraj odprawiłam do krainy wiecznej zieleni  dwie z nich. Nie wytrzymały, mimo reanimacji. Miały za ciepło i za suche powietrze. Gdybym zareagowała trochę wcześniej, może nie skończyłoby się tak źle. Ale czasem są ważniejsze sprawy od kwiatów, np. bliski człowiek. Dlatego nie płaczcie, gdy Wam coś uschnie, zgnije lub całkowicie padnie. Róbcie wcześniej sadzonki, kupujcie nowe kwiaty, eksperymentujcie i obserwujcie którym kwiatom jest u Was dobrze. Patrzcie jak się zachowują, one naprawdę wiele mówią o sobie, wystarczy to dostrzec.

peperomia - rośliny doniczkowe